zawiercianskie.pl

Twoje źródło informacji z Zawiercia, powiatu i regionu

Kultura i rozrywka

Żegnaj, Dworaku! [FELIETON]

Zapraszamy do lektury felietonu, a właściwie wspomnienia poświęconego Bogdanowi Dworakowi, napisanego kilka godzin po pogrzebie Honorowego Obywatela Miasta Zawiercie.

Pożegnaliśmy Bogdana Dworaka. Ani na stronie Urzędu Miejskiego, ani w mediach nie było informacji na temat terminu tudzież godziny Jego pogrzebu. Bogdan nie życzył sobie tego. O pogrzebie wiedziały tylko osoby najbliższe. Bogdan często powtarzał, że gdy przyjdzie na Niego pora, życzy sobie, by msza pogrzebowa odbyła się w marciszowskim kościele o godzinie 8:00 rano, żeby nikt o tym nie wiedział, by przyszło na uroczystość pińć osób”. Prawie wszystkie te życzenia udało się spełnić – oprócz ostatniego. Po prostu nie było takiej możliwości – w dobie internetu informacje szybko się rozchodzą i nawet obostrzenia związane z pandemią nie powstrzymały najbliższych krewnych, przyjaciół, ludzi Bogdanowi bliskich w oddaniu Mu hołdu, okazania gestu szacunku w ostatniej podróży. Lały się łzy, ale i dało się zauważyć na zamaskowanych w obawie przed koronawirusem twarzach uśmiechy. Choć niezbyt korelują z kulturowo uwarunkowaną w naszej części świata powagą pogrzebu, to jednak wszyscy zapewne doskonale zdawali sobie sprawę, że znając Bogdana, przyjaźniąc się z kimś tak pogodnie usposobionym jak Bogdan, będącym de facto młodzieńcem w ciele staruszka (Bogdan powiedziałby – starca, słowa „senior” nie znosił), nie wypada płakać, choć łzy same cisnęły się do oczu. Każdy kto miał okazję trochę lepiej poznać Bogdana, przywoływał w odmętach pamięci liczne wspomnienia związanego z Jego osobą i nie było możliwości, by się nie uśmiechnąć. Szczęśliwi, którzy mieli okazję i przyjemność znać Go dłużej.

Odprawiający wraz z ks. Janem Niziołkiem (proboszczem bazyliki) mszę pogrzebową ks. Henryk Niemiec, proboszcz parafii św. Andrzeja Boboli w Marciszowie (nawiasem mówiąc, Bogdan zmarł w przeddzień wspomnienia św. Andrzeja Boboli i odpustu w swojej parafii), z wielką trafnością porównywał Bogdana Dworaka do mnicha żyjącego w klasztornej celi wypełnionej książkami. Bogdan w ostatnich latach swojego życia wiódł skromne, wręcz kontemplacyjne życie wśród ukochanych dzieł literackich i zwierząt (koty, bażanty, sarny, sikorki), które przygarniał, dokarmiał, którym okazywał dobroć i troskę. Było też z nim grono najbliższych przyjaciół, które odwiedzało Go kiedy tylko mogło, a w ostatnich czasach – niestety! – było to ograniczone.

Pamiętam doskonale, gdy przed niewielu w sumie laty, w 2013 roku, postanowiłem spróbować swoich sił w konkursie literackim im. Haliny Snopkiewicz organizowanym wówczas jeszcze przez Starostwo Powiatowe w Zawierciu, którego Bogdan Dworak był jurorem. Po tym, jak moje wierszydełka zostały nagrodzone w tym konkursie, Bogdan chciał się ze mną skontaktować, ponieważ był ciekawy każdej młodej osoby z Zawiercia podejmującej próby literackie. Gdy wreszcie odwiedziłem Bogdana Dworaka w domu, byłem zdumiony ilością książek w jego niewielkiej „marciszowskiej samotni. Popełniłem faux pas, które zapewne popełniło wielu przede mną i zapytałem: Panie Bogdanie, czy Pan zdołał to wszystko przeczytać?”. Bogdan popatrzył na mnie z politowaniem i odpowiedział Tak, a nawet jeszcze więcej” po czym, puściwszy mój nieświadomy wygłup w niepamięć, zaproponował kawę i standardowo serwowane swoim gościom arystokratyczne ogórki z miodem i już po kilkunastu minutach rozkazał stanowczo, bym mówił do Niego po imieniu. Było mi z tym niezręcznie, bo jednak nie jest to komfortowe odzywać się do osoby starszej od siebie o pół wieku jak do kolegi, ale gdy Bogdan – przy użyciu kwiecistego słownictwa – stanowczo zagroził mi ostrą reprymendą, jeżeli jeszcze raz powiem do Niego per pan, w tej chwili opory się skończyły i miałem wielki zaszczyt być z Nim po imieniu, a z czasem zacząć traktować Go jak bliskiego członka rodziny, trzeciego dziadka”, zadziwiająco jak na swój wiek i obycie, mówiąc w języku młodzieżowym – „wyluzowanego”. Do dziś pamiętam Bogdana chwalącego się obcisłymi spodniami dżinsowymi i śmiejącego się, że podobnie jak nastolatkowie chodzi w rurkach!

Przez lata bywałem gościem Bogdana wielokrotnie. Wiele kaw z nim wypiłem i wiele miłych rozmów odbyłem, choć kto dobrze znał Bogdana, wiedział, że proporcje w rozmowie z Nim nie były bynajmniej wyrównane – początkowo – nim wykształciłem w sobie niezbędne do przetrwania w świecie odruchy asertywności – słuchałem bezkresnych Bogdanowych opowieści do późnych godzin wieczornych. Chyba nie ma w Zawierciu osoby, która nie wiedziałaby, że Bogdan kochał gawędzić. Bywalcy Czwartków Literackich czy wizytatorzy marciszowskiej samotni wielokrotnie słyszeli o tym, że w Zawierciu było kilkanaście chałup nim zaczęli przyjeżdżać robotnicy z krakowskiego, kieleckiego, rzeszowskiego; że babka Magdalena przybyła do Zawiercia z Otoli była analfabetką; że jako dziecko mały Bodzio przekraczał granicę okupacji niemieckiej i Generalnej Guberni w Skarżycach i wiele innych historii – czasem zabawnych, czasem dramatycznych, ale zawsze opowiedzianych z tą jakże właściwą Bogdanowi swadą i humorem. Z wielką czułością wspominał swoich rodziców i krewnych, by za chwilę zainaugurować ulubione opowieści o pisarzach, których poznał w warszawskim okresie swojego życia i z którymi nawiązywał przyjazne relacje. Nazwiska, które Bogdan wymieniał, robiły wrażenie. Pamiętam, jak bardzo ucieszył się, gdy Mu powiedziałem, iż pracę magisterską na filologii polskiej piszę na temat opowiadań Jana Himilsbacha, ponieważ znał go osobiście w Warszawie, a nawet wystąpił jako statysta w filmie “Jak to się robi?”.

Gdybym chciał w tym tekście podzielić się z Czytelnikami wszystkimi przemyśleniami, wspomnieniami, odczuciami związanymi z Bogdanem Dworakiem – wyszedłby z tego sążnisty elaborat. Miał wiele planów pisarskich, ale i nie tylko. Bardzo chciał poprowadzić w Radiu Zawiercie cykliczną audycję poświęconą swoim nauczycielom. Niestety, udało się zrealizować tylko jedną (17 kwietnia) – tydzień później trafił do szpitala i już niestety z sal szpitalnych nie powrócił. Bogdan Dworak choć nas opuścił, to jednak z nami pozostanie – zwłaszcza w pamięci ludzi, którzy byli mu przyjaciółmi. Pozostanie także przykładem do naśladowania nie tylko ze względu na erudycję, obycie, kulturę, klasę, ale także tego, jak należy starzeć się z godnością, jak mimo coraz słabszego zdrowia, organizmu, coraz mniejszych sił witalnych, wciąż zachowywać młodzieńczy wręcz entuzjazm do otaczającej nas rzeczywistości, a przy tym, by umieć tę rzeczywistość widzieć przez pryzmat literacki, doprawiony szczyptą ironii i humoru. Dworak nawet przeklinać potrafił z klasą!

Jako że Bogdan był człowiekiem zasłużonym dla miasta, uważam, że rolą miasta jest godnie Bogdana upamiętnić. Wielokrotnie Bogdan mówił mi, że pragnąłby, by jego księgozbiór mógł służyć ludziom, że marzy o tym, by powstała czytelnia, dokąd ludzie mogliby przychodzić i z filiżanką kawy wertować te stronice, które on zapewne wiele lat temu był przewertował. Uważam, że oprócz oczywistych form uhonorowania (jak na ten przykład nazwa ulicy) przydałaby się w Zawierciu, tuż przy klubie Novum, ławeczka Dworaka na wzór choćby ławeczek Marka Perepeczki i Haliny Poświatowskiej w częstochowskich Alejach NMP czy ławeczki Tuwima na Piotrkowskiej w Łodzi, by móc usiąść przy Dworaku, złapać go za nos (na szczęście!) i móc w Jego towarzystwie nacieszyć się mądrością płynącą z literatury tuż przy miejscu, w którym od lat odbywały się literackie święta w Zawierciu. To jak Bogdan zostanie upamiętniony, nie leży wyłącznie w naszej – zwykłych obywateli – gestii, ale przede wszystkim zależy od woli urzędników, decydentów, więc Drodzy Państwo – zadbajcie o Dworakowe dziedzictwo tak, by nasz nieodżałowany Bogdan był uosobieniem kultury Zawiercia także pośmiertnie. Tak bardzo naszemu młodemu miastu, powiatowi, Zagłębiu Dąbrowskiemu jest to potrzebne!

Kamil Pietrzyk

PS. Msza w intencji śp. Bogdana Dworaka odbędzie się w niedzielę 24 maja o godzinie 16:00 w Bazylice Mniejszej pw. św. Apostołów Piotra i Pawła w Zawierciu.

3 KOMENTARZE

  1. Dokładnie, ławeczka Dworaka byłaby doskonałym sposobem na upamiętnienie tego zasłużonego dla kultury człowieka.Niech odpoczywa w spokoju.

  2. Taka jest prawda o Bogdanie, miejmy nadzieję, że tak napisał Kamil będziemy o nim pamiętali a ławeczka to dobry pomysł.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Secured By miniOrange