chien qui essaye de mordre argumentative essay on movies qui a essaye alli insomnia introduction essay art objects essay ma mre a essay de me tuer

zawiercianskie.pl

Twoje źródło informacji z Zawiercia, powiatu i regionu

Koronawirus. Informacje z powiatu zawierciańskiego

Media a koronawirus. Wywiad z medioznawcą prof. Magdaleną Szpunar z Uniwersytetu Jagiellońskiego

Zachęcamy do lektury wywiadu o koronawirusie w mediach Pawła Kmiecika z prof. Magdaleną Szpunar, kierownik Zakładu Nowych Mediów Instytutu Dziennikarstwa, Mediów i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Paweł Kmiecik: Pani profesor, słyszymy się w związku z koronawirusa, zapytam jednak nie jak uniknąć zarażenia, ale jak uniknąć paniki. Co pani sobie, jako medioznawca, myśli patrząc na przekaz medialny o koronawirusie?

Prof. Magdalena Szpunar: Sfera medialna bardzo często odpowiada za produkowanie lęków, eksploatując je i wykorzystując na wszelkie możliwe sposoby. Niektórzy badacze wskazują, że żyjemy w kulturze, którą można określić mianem kultury strachu, inni zaś piszą o społeczeństwie ryzyka. Właściwe dla takiej kultury jest stałe poczucie zagrożenia, którego zniesienie i wyeliminowanie z życia jest niemożliwe. Za stan ten odpowiadają właśnie media, które można potraktować jak wielką fabrykę strachów. W związku z tym, iż treści medialne są wysycone w wysokim stopniu negatywizmem, niepokojącymi nas wieściami, dajemy się uwieść złowieszczej narracji. Badania opisane w tak zwanej teorii kultywacji dowodzą, że postrzeganie rzeczywistości u intensywnych i sporadycznych widzów telewizji różni się znacząco na niekorzyść tych pierwszych. W wyniku intensywnego kontaktu z obrazami medialnymi tworzy się konstrukcja świata odczytywanego jako zagrażający i wrogi, a ocena rzeczywistości jest znacznie zniekształcona i przesiąknięta strachem. Dowodzi się, iż intensywni oglądacze są na przykład przekonani, iż do przestępstw dochodzi dziesięciokrotnie częściej, niż ma to miejsce w rzeczywistości, osoby takie przeceniają również możliwość doświadczenia przemocy bezpośredniej. Obserwując przekazy informacyjne dotyczące koronawirusa trzeba zauważyć, że ten dyskurs jest dość wyważony. Raczej pełni funkcję stricte informacyjną, nie podsycając negatywnych emocji, których przecież nie brakuje. Z radością zauważam fakt, że coraz częściej do komentowania sytuacji związanej z koronawirusem zaprasza się ekspertów, a nie przypadkowych „specjalistów” od wirusa, których obecnie niestety nie brakuje.

P.K.: Kilkanaście dni temu kiedy pojawiło się pierwsze podejrzenie koronawirusa w Szpitalu Powiatowym w Zawierciu. Tak jak portal zawiercianskie.pl istnieje ponad 3 lata, to pierwszy raz wtedy zdarzyło się, że portal absolutnie zapchał się w znaczeniu technicznym, nie można było na niego wejść, pomimo prób interwencji osób odpowiedzialnych technicznie przez 1,5 -2 godziny nie udało się portalu odblokować. Czy to media nakręcają niepotrzebnie panikę i niepotrzebnie zwiększają lęk, czy media zwyczajnie są odzwierciedleniem tego, czego oczekujemy, a oczekujemy zwykle złych rzeczy, bo one się najbardziej w mediach sprzedają, w tym znaczeniu, że najwięcej osób wchodzi na informacje negatywne?

Prof. M.Sz.: To, że portal się „zapchał” dowodzi tylko tego, że w początkowej fazie rozwoju epidemii ludzie gorączkowo poszukiwali informacji, której rzeczywiście brakowało. W sytuacji informacyjnego deficytu internet staje się pierwszym medium, w którym poszukujemy odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Nie inaczej było w tym przypadku. Niestety trzeba pamiętać, że oprócz informacji rzetelnych, fachowych i specjalistach, możemy się natknąć na treści publikowane przez domorosłych ekspertów w dziedzinie. Ważne by zwracać uwagę na źródło z którego pochodzi dana informacja, weryfikować jakie wykształcenie, czy kompetencje stoją za wypowiadającym się. Ważne, a może nawet ważniejsze jest by nie bagatelizować wagi problemu, by poważnie potraktować konieczność izolacji. Z przykrością muszę zauważyć, że część starszych osób, szczególnie narażonych na wirusa lekceważy pandemię, uważając, że na przykład kościół może być przestrzenią wolną od wirusów, narażając nie tylko siebie, ale przecież także i inne osoby. Z pewnością nie jest to postawa godna naśladowania, wskazująca na niską świadomość społeczną i brak solidarności społecznej. Jedna ze starszych osób mówiła przed kamerą, że wybiera się do kościoła, bo nie ma już nic do stracenia, a po drugie wierzy, że jej modlitwy pomogą wirusa zwalczyć. W sytuacji pandemii potrzeba nam przede wszystkim rozsądku i racjonalnego działania, by uniknąć tego, co stało się we Włoszech. Możemy to zatrzymać, ale tylko wtedy, gdy potraktujemy epidemię bardzo serio.

P.K.: Co właściwie media powinny w takiej sytuacji robić?

Prof. M.Sz.: Media powinny przede wszystkim rzetelnie informować. Zwracać uwagę na konieczność izolacji, unikanie dużych skupisk ludzkich, czy większą dbałość o higienę rąk. Brakuje mi w przekazach medialnych odwoływanie się do tego, co nasza noblistka Olga Tokarczuk określa jako czułość. W obecnej sytuacji powinniśmy być szczególnie czuli, nie na siebie, a na potrzeby innych osób. Media w tym trudnym dla wszystkich czasie powinny zwracać szczególną uwagę na tych, którzy wychodzą w tym czasie poza własne ja, są czuli, empatyczni i wrażliwi na potrzeby innych. Takich postaw na szczęście dzisiaj nie brakuje. Ktoś oferuje komuś zakupy, realizację recepty w aptece, czy wyprowadzenie psa. Jest sporo do zrobienia w tym obszarze, bo mamy liczną grupę osób starszych, samotnych, niepełnosprawnych, które są właściwie skazane na naszą pomoc. Bądźmy w tym czasie szczególnie uwrażliwieni na potrzeby takich osób. Szczególnie budujące są dla mnie postawy tych, którzy zadeklarowali pomoc nie tylko w zrobieniu zakupów, czy wykupieniu leków, ale pomyśleli o zapracowanych lekarzach i pielęgniarkach, przygotowując dla nich posiłki. Inni z kolei zadeklarowali chęć szycia maseczek. Tych przykładów jest sporo, włącznie ze studentami medycyny UJ, którzy stanęli na wysokości zadania zbiorowo deklarując pomoc w szpitalach.

P.K.: Media powinny uspokajać, tonować te nastroje strachu?

Prof. M.Sz.: Na pewno tak. Nie ma nic bardziej zdrożnego, niż bazowanie na społecznych lękach i panice. Jak już zauważyłam kluczowe znaczenie ma teraz rzetelne informowanie i tonowanie nastrojów. Obserwując opustoszałe ulice Polskich miast wydaje się, że większość Polaków potraktowała zalecenia bardzo poważnie. Zdarzały się jednak tacy, którzy bagatelizowali problem, wykorzystując czas wolny od szkoły, uczelni jako możliwość dodatkowego spotykania się. Na szczęście wydaje się, że ten problem został zażegnany, a młodzi ludzie zrozumieli, że sytuacja jest poważna i to właśnie oni często mogą przenosić wirusa, sami przechodząc go łagodnie. Trzeba w tym czasie pamiętać o dzieciach, które siedzą w domach, nagle mierzą się z nadmiarem czasu wolnego i zastanawiają się, czym jest ów złowieszczy koronawirus. Trzeba z dziećmi o tym rozmawiać, oswajać wirusa, chociażby poprzez narysowanie go. Dzieci stanowią odbicie emocji rodziców i jeśli my będziemy wykazywać postawy lękowe, tak samo zareagują nasze dzieci. Rozmawiajmy z nimi, spędzajmy z nimi ten czas, wyjaśniając adekwatnie do wieku.

P.K.: Czy myśli Pani, że osiągnęliśmy już apogeum lęku przed koronawirusem w mediach czy to jeszcze przed nami?

Prof. M.Sz.: Myślę, że część osób „przyzwyczai” się do problemu, inna grupa będzie niestety nakręcać swoje negatywne emocje, karmić się medialnymi doniesieniami, szczególnie wtedy, gdy liczba ofiar będzie gwałtownie rosnąć, co już powoli ma miejsce. Włączony nieustannie telewizor nie jest w tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem. Oglądnijmy film, przeczytajmy dobrą książkę, ugotujmy coś dobrego wspólnie. Wszystko zależy od tego, jak spojrzymy na tę sytuację. Jeśli odczytamy ją, jako coś nam danego, o czym jeszcze niedawno w ogóle byśmy nie pomyśleli, to czas spędzony razem, może się stać szczególnie cenny. Zwrócimy uwagę, że jeszcze dwa tygodnie temu biegaliśmy, nie mieliśmy czasu dla siebie, funkcjonowaliśmy jak ludzkie zombie praca-dom-praca. Czasami miałam wrażenie, że większość z nas żyje jak chomiki na kołowrotku, nieustannie się kręcąc, biegnąc, byleby do przodu. Teraz mamy tego czasu w nadmiarze, wykorzystajmy go dobrze. Warto się zatrzymać, warto rozejrzeć się naokoło, naprawić relacje, odbudować utracone więzi, zadbać o samego siebie, jeśli dotychczas nie było na to czasu. To są właśnie dobre strony tej sytuacji i warto je dostrzegać.

P.K.: A co z innymi przypadkami ofiar śmiertelnych? Niestety jesteśmy oswojeni z liczbą wypadków drogowych, w których giną ludzie, liczbą osób umierających na choroby onkologiczne, na każde inne choroby – staje się to naszą codziennością i dzieje się to cały czas, o czym się nie mówi w mediach.

Prof. M.Sz.: Przychodzi nam żyć w czasach desensytyzacji, anestezji, w których odwrażliwiamy się na doznawane bodźce, ale i coraz słabiej odczuwamy. Wobec ogromu wizualnych podniet docierających do nas zewsząd, stajemy się na nie obojętni, odwrażliwiamy się na atakujące nas bodźce. Wydaje się jednak, że proces desensytyzacji nie ogranicza się wyłącznie do sfery wizualności, a odwrażliwiamy się w ogóle, nie tylko na bodźce, ile na innych ludzi. Mieszkańców wielkiego miasta charakteryzuje emocjonalna rezerwa, a codziennością staje się opisana w pracach naukowych samotność w tłumie. Stąd tak ważne jest kształtowanie tego, co określa się mianem wyobraźni współczującej, która pozwala wniknąć i rozumieć perspektywę drugiego człowieka, niezależnie od tego, jak bardzo różni się ona od naszej. Jak trafnie pisała polska filozofka Barbara Skarga, wrażliwość jest tym, co pogłębia poczucie tożsamości.

P.K.: Co to jest panika moralna?

Prof. M.Sz.: Panika moralna przejawia się w ogólnym poczuciu zagrożenia, niepokoju i braku stabilności. Stanowi ona wyolbrzymioną, wzmacnianą przez media reakcję na niewielkie akty dewiacji. Zwykle rozpoczyna się ona od zaniepokojenia jakimś zachowaniem grupy lub jednostki, które stają się tak zwanym „złem społecznym”, w tym przypadku może to być także wirus. Kolejnym jej elementem jest uczucie wrogości wobec tych, którzy zagrażają wartościom, interesom, a nawet egzystencji społeczeństwa. To, czy jest to zagrożenie realne, czy całkowicie imaginatywne, nie ma przy tym żadnego znaczenia. Po uczuciu wrogości pojawia się społeczny konsensus co do tego, że zagrożenie istnieje, jest realne i poważne, stąd domaga się podjęcia konkretnych działań. Ten czynnik generuje dysproporcję, czyli zaniepokojenie, które jest nieproporcjonalne do obiektywnego, możliwego zagrożenia. Kluczową rolę odgrywają media, które mogą na przykład stosować wyolbrzymione, odpowiednio zaprezentowane dane statystyczne, które potwierdzają skalę i istotność problemu. Wystarczy, że telewizja wykorzysta odpowiedni podkład muzyczny, ton głosu i kadrowanie kamery, bo wywołać nastrój zagrożenia, a nawet panikę. Mówimy w tym przypadku o tak zwanej spirali znaczenia, która oznacza proces publicznego nadawania rangi ważności określonym problemom społecznym, gdzie sam czas ekspozycji danej problematyki w mediach, może wpływać na pozycjonowanie jej doniosłości przez widzów.

P.K. Dziękuję za rozmowę.

 

Spisał: Kamil Pietrzyk
Grafika: flickr.com

4 KOMENTARZE

  1. A ja chciałbym zapytać P.Prezydenta czy wziął pod uwagę przeznaczenia jakiegoś obiektu na pobyt ludzi dla odbycia kwarantanny. Katowice szykują na ten cel akademiki UŚ. Kwarantanna oznacza izolację od zdrowych członków rodziny, gdzie te osoby mają się podziać ? Prezydencie wyobraźni i dobrych doradców życzę. Łatwo odwołać sesje , ale teraz czas aby podjąć konkretne kroki bo zaraz będzie klops. To Pana obowiązek.

  2. Cały szpital zostanie przekształcony na zakazny, a 2 jest wersja 2 przejęcie xxxx i tam zrobienie luzek polowych. O tym wam nie powiedza

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Secured By miniOrange