essay questions for any novel transition words for ending essay writing analytical essay thesis statement essay on role of women in politics in india

zawiercianskie.pl

Twoje źródło informacji z Zawiercia, powiatu i regionu

Koronawirus. Informacje z powiatu zawierciańskiego

Jak koronawirus wpłynie na media (lokalne)? Wywiad z dr Jolantą Hajdasz, wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy

Dr Jolanta Hajdasz była w ubiegłym tygodniu Gościem Dnia Radia Zawiercie. Wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy zapytaliśmy o to, co koronawirus oznacza dla rynku mediów.

Paweł Kmiecik: Pani Prezes, jak koronawirus wpłynie albo już wpłynął na media?

Jolanta Hajdasz: To jest bardzo ważna sprawa , choć jeszcze wtórna w stosunku do tej rzeczywistości, w której się znajdujemy, bo nadal tematem nr 1 jest stan zdrowia i bezpieczeństwo nas wszystkich dokoła, więc na plan następny odchodzą takie tematy jak kwestia tego czy mamy dostęp do informacji, czy mamy dostęp do prawdziwych informacji, co z tego wynika i jakie są z tym związane problemy, ale przyjdzie taka refleksja i myślę, że kiedyś będziemy to bardzo pilnie i szczegółowo analizować, jak to się stało, że tak łatwo udało się zamknąć nas wszystkich w domach, dlaczego, czy wiedzieliśmy wszystko na ten temat, czy nie wiedzieliśmy. To wszystko będzie kiedyś przedmiotem analiz i dla nas bardzo ważną kwestią do wyjaśnienia, bo ma dzisiaj na nas ogromny wpływ. Pierwsza i najważniejsza dzisiaj rzecz to jest kwestia odróżnienia prawdy od fałszu, szukanie fake newsów i szukanie informacji prawdziwych. To jest ta jedna część, którą na pewno cały świat mediów przeorientuje i będzie miało na to wpływ po prostu jak będziemy te media postrzegać w przyszłości. Druga część, która też jest bardzo ważna i będzie miała ogromny wpływ na procesy masowego komunikowania i na odbiorców , to sprawy ekonomiczne, to jak media poradzą sobie w kryzysie, jaki już jest skutkiem pandemii, bo chyba nie ma mediów, które nie byłyby dotknięte tą epidemią. Jeśli chodzi o tę pierwszą kwestię, co jest fake newsem, a co nim nie jest – widzę ogromny brak i niedostatki naszej edukacji, czyli tego jak weryfikować informację, co to znaczy “sprawdzone źródło informacji”, a co nim nie jest, dlaczego nie dawać wiary każdemu wpisowi w internecie, każdej rozpowszechnianej nawet przez bliskich znajomych informacji. Oni pewnie robią to w dobrej wierze, ale tych fake newsów na temat koronawirusa jest naprawdę bardzo dużo, było ich tak wiele już pod koniec lutego, że od początku marca mówi się o “infodemii” – czymś, co jest rodzajem epidemii, zalewu nieprawdziwych informacji w sieci. Jest ich po prostu ogromna ilość. Ponad rok temu organizowaliśmy konferencję w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich właśnie na temat fake newsów. Występował jeden z medioznawców z USA, z Harvardu, który przedstawiał badania na temat tego, jak ogromny jest wpływ Chińczyków i osób z Chin na sieć. Podawał konkretne liczby: 2 mln ludzi codziennie zamieszcza kilkadziesiąt milionów wpisów w globalnej sieci,jeden taki wpis kosztuje podobno 50 centów, a internet jest wręcz zalany różnego rodzaju informacjami, które przedstawiają Chiny w bardzo korzystnym świetle, albo są filmikami, jakimiś śmiesznostkami, memami itd. On stawiał pytanie, jak przeciwstawić się temu zjawisku, skoro takiej ilości ludzi na usługach żadne państwo nie jest w stanie zaangażować ? Na pierwszy rzut oka widać było , iż jest to kształtowanie pozytywnego wizerunku Chin. Ilość tych informacji, te liczby nas wszystkich trochę przeraziły, ale nikt nie potrafił na tej konferencji znaleźć jakiegoś antidotum na to, wówczas koncentrowaliśmy się na trochę innych problemach, a kwestia Chin była dla nas odległa. Minęło kilkanaście miesięcy i jesteśmy w innej rzeczywistości i sami sobie ciągle zadajemy pytanie o to, które z informacji o koronawirusie są prawdziwe, a które nie, komu i czemu można zaufać, a komu i czemu nie. Pewnie każdy z nas na poziomie zwykłego człowieka ma ograniczone możliwości oddziaływania, bo możemy się posprzeczać w domu, będąc w zamknięciu, czy rację ma ten czy tamten w sieci, czy bardziej wiarygodne są te czy inne informacje, ale jak nie podejmujemy tych zasadniczych decyzji strategicznych dla kraju, jesteśmy zwykłymi zjadaczami chleba, od naszych sporów nic nie zależy. Uważam jednak, że jest to ogromne zadanie dla nas – dziennikarzy – znaleźć metodę, by nauczyć ludzi sprawdzania informacji, nie dawania wiary we wszystko co jest w sieci, poszukiwania prawdziwych informacji, weryfikowania i odróżniania mediów, które starają się przedstawiać potwierdzone informacje od pojedynczych wpisów, nieraz bardzo luźnych i swobodnych wypowiedzi, bardzo lubianych, bo one są tak prościutkie, że mówimy: “ten jest dobry, ten jest zły, ten jest mądry, ten jest głupi” i w sieci te filmiki krążą, natomiast mogą nie mieć nic wspólnego z rzeczywistością, mogą być kreowaniem negatywnego wizerunku polityka czy grupy politycznej. Na pewno jest to ogromne zadanie dla nas wszystkich – nauczyć się odróżniać prawdę od fałszu w mediach.

Zastanawiała się Pani nad tym, jakie media przetrwają czasy pandemii koronawirusa. Czy da się jakoś odpowiedzieć na to pytanie – jakie media przetrwają?

Internet poradzi sobie najlepiej. W mojej ocenie bardzo wielkim zagrożeniem dla całego procesu komunikowania jest kryzys, jaki dotknie prasę drukowaną. Prasa drukowana może być postrzegana jako coś z innej epoki, ale warto, byśmy sobie wszyscy uzmysławiali rolę, którą odgrywają i zespoły redakcyjne, i publikowane przez nie treści, bo to, co zostaje wydrukowane pozostaje na papierze i nie można tego zmienić. Możemy sobie powiedzieć: “fajnie wydać gazetę w internecie, w ogóle tworzyć artykuły w internecie, nie robić tego pod szyldem jakiegoś numeru konkretnej zamkniętej całości”. Trzeba sobie zdawać sprawę, że każdy kto administruje jakimkolwiek portalem internetowym czy kontem wie dobrze, jak łatwo poprawić wpis “z przeszłości” . Dla osób pracujących w sieci jest to czytelne, ale dla każdego odbiorcy już nie. Każdy wpis generuje datę wpisu i można ją ustawić nie automatycznie, tylko samemu jako administrator, więc dla przeciętnego odbiorcy zmiana ta nie będzie widoczna. Przeszłość w internecie można poprawiać. To zdanie jak z science fiction czy z powieści “Rok 1984” Orwella, ale tak jest, tak funkcjonują portale internetowe – papier przyjmuje to, co jest wydrukowane dziś i nie będzie poprawione, po prostu zostaje. Tak więc ta gazeta, którą wydrukowaliśmy, wbrew pozorom dla procesów masowego komunikowania ma ogromne znaczenie. Nie mówię w tej chwili o rozrywkowej prasie, o dostarczycielach porcji informacji, które służą dla zabicia czasu, mówię o poważnej prasie, która jest nam bardzo potrzebna i ona jest w największym niebezpieczeństwie.

Internet od lat zmniejszał, osłabiał czytelnictwo prasy drukowanej, papierowej. Czy koronawirus “wykończy” media papierowe?

Ufam, że koronawirus nie wykończy prasy drukowanej, bo podkreślam – jest nam ona wszystkim bardzo potrzebna. Na pewno nie przetrwają tego kryzysu wszystkie gazety. Na pewno będzie ogromny problem z płatnościami i zarabianiem w mediach drukowanych. Czy prasa bez jakiegokolwiek wsparcia udźwignie ten trudny czas? Trudno mi dzisiaj wyrokować. Oczywiście wszystkie redakcje na pewno korzystają, jeśli tylko mogą, z rozwiązań, które mają małe firmy, bo większość redakcji to są jednak mniejsze firmy niż większe – czy odroczenie płatności ZUS-u, czy zawieszenia na trzy miesiące, postojowe – te wszystkie rozwiązania, które firmy dzisiaj mają na pewno dotyczą też redakcji, ale bez takiego wsparcia instytucjonalnego będzie bardzo trudno tej branży nie wpaść w jakieś głębokie problemy finansowe. Dlaczego? Każdy druk gazety to bardzo konkretny wydatek: faktura za papier, faktura za drukarnię, to przychodzi i generuje dzisiaj tylko straty. Tak naprawdę nie wierzę, żeby ktoś bez straty był w stanie wydawać gazetę papierową w sytuacji, kiedy padła dystrybucja, kiedy wszystkie punkty odbioru, punkty sprzedaży gazet, do których byliśmy przyzwyczajeni, chociaż jeszcze ta część ludzi, która kupuje gazety, dziś tego nie robi, bo rzadko się chodzi do sklepów, a też nie ma tych małych kiosków, Empiki zamknięte czy inne miejsca, w których kupuje się coś innego niż artykuły spożywcze. Nie ma takiej możliwości, żeby ta sytuacja nie dotknęła prasy. Zwracamy na to uwagę jako Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich publikując np. adresy mailowe tych redakcji, które przeszły z druku papierowego tylko na wersję elektroniczną i udostępniają swoje treści za darmo, ale to nie jest rozwiązanie na przyszłość, to myślenie, że wszystko przeniesie się do sieci, ponieważ w innych warunkach, innych okolicznościach inni czytelnicy korzystają z wersji elektronicznej wydanej gazety, a spora grupa czytelników ciągle jeszcze tę gazetę papierową kupuje. Mówię to z pełną odpowiedzialnością. Wielokrotnie uczestniczyłam w dyskusjach, że papier się skończył, sama jestem medioznawcą, wykładam na wyższej uczelni teorię komunikowania masowego, ekonomikę mediów i nie raz łapałam się na tym, że ponad dziesięć lat mówię studentom, że papierowe gazety się skończyły, że to wszystko się przeniesie do internetu, że to nie ma sensu,bo nikt papieru nie kupi, po czym mija rok, patrzymy na statystyki i okazuje się, że są przychody, były reklamy i prasa wcale nie upada, więc jest wielu odbiorców gazet, którym ta prasa jest potrzebna właśnie w tej wersji papierowej. I podkreślam – ona jest wielkim archiwum nas wszystkich. Wielu historyków korzysta z gazet wiedząc, że oddają one ducha i myślenie danej epoki i nikt nie jest w stanie tego zmienić, co zostało wydrukowane w takim, a nie innym okresie. Mam nadzieję, że uda się znaleźć rozwiązania, które będą korzystne także dla tej branży, dla dziennikarzy piszących w gazetach drukowanych. Problem jest z radiem, bo mnóstwo ludzi słuchało w samochodzie rozgłośni radiowych, radio zawsze towarzyszyło kierowcom, a dzisiaj, w momencie, kiedy ustały wędrówki i podróże, to grupa słuchaczy odpadnie od radia i może się okazać, że nie zawsze powróci. Zanim to wszystko będzie możliwe, to ten okres może być dużo bardziej dotkliwy dla rozgłośni radiowych niż nam się wydaje. Trudno to wszystko przewidzieć. To nie jest dobry czas dla wszystkich mediów i trzeba to widzieć.

Czy myśli Pani, że te zagrożenia dla mediów, które są związane z koronawirusem, polegające także na tym, że nie tylko firmy mogą bankrutować, mogą być zwolnienia, ale mogą być bankructwa redakcji, zwolnienia dziennikarzy w różnych częściach Polski. Czy może być inny wpływ jeśli chodzi o media lokalne, regionalne, ogólnopolskie? Czy Pani zdaniem to jakoś się różnicuje? Czy na niektóre z tych mediów koronawirus wpłynie bardziej lub mniej?

Wydaje mi się, że media lokalne są na pierwszej linii frontu, jeśli chodzi o zagrożenia o charakterze ekonomicznym, bo rozumiem, że o takie Pan pyta. Tu zawsze wpływy z lokalnej reklamy są o wiele niższe niż w mediach ogólnopolskich, gdzie w małej redakcji działającej na rynku ogólnokrajowym, przy zmniejszonych przychodach, można przetrwać, pozwoli to funkcjonować w okrojonym zakresie, bo jest z czego – brzydko mówiąc – “ścinać”. Przy małej redakcji, a większość naszych mediów lokalnych funkcjonuje na tzw. “styk”, od pierwszego do pierwszego. Te procesy ekonomiczne w mediach są na tyle złożone, wejście zagranicznych gigantów, z którymi mamy do czynienia od tylu lat, konsolidacja w prasie drukowanej, w internecie, dominacja na rynkach, w tych sektorach mediów podmiotów zagranicznych o wiele większych możliwościach finansowania różnych rzeczy niż te małe podmioty lokalne, tradycyjne, polskie, to na pewno jest to też wielkie zagrożenie, bo jak takiej dwu, trzy, czteroosobowej redakcji przetrwać, kiedy firmy lokalne zawieszają działalność, a już na pewno zawieszają działalność reklamową i promocyjną. Nie jest to łatwe. Obserwuję też to przejście do internetu. Jest ogromne zapotrzebowanie na informację, co jest dla nas – jako mediów – bardzo korzystne, ale mamy inny problem: wszyscy przyzwyczailiśmy się korzystać z internetu za darmo, nie chcemy za nic płacić . W ostatnich dniach wielokrotnie jestem proszona o udostępnianiu wydań elektronicznych pod linkiem do pobrania. Ci, którzy nie zdążyli pobrać jakiegoś tytułu tydzień temu, dzisiaj chcą go pobrać za darmo, a jest już niedostępny, bo jest nowy numer. Mówię: “Nie ma problemu, proszę sobie kupić, trzy złote kosztuje to, co normalnie kosztuje pięć złotych i jakiż to jest wydatek w naszych czasach?”. Ludzie są tak nauczeni omijania tej bramki pod tytułem “zapłać za gazetę, zapłać za artykuł”, że ta prenumerata wcale nie rozwija się tak dynamicznie, jak byśmy mogli sobie tego życzyć, chociaż – powtarzam – zapotrzebowanie na tę informację teraz jest ogromne, zyskują na tym także telewizje informacyjne i portale, które na ten temat piszą, ale to się nie zawsze przełoży na sukces ekonomiczny mediów. Przewidujemy ogromny kryzys w naszym zawodzie dziennikarskim. Mnóstwo ludzi pracuje wyłącznie na tzw. “śmieciowych umowach”, na umowach o dzieło, okazjonalnie, oni natychmiast potracili zlecenia, które mieli, bo gazety czy media ograniczyły produkcję: nie produkują się pewne programy w telewizji, nie jeździ się na zdjęcia, nie tworzy się reportaży, nie tworzy się nawet tego, co było serialem telewizyjnym. Mnóstwo ludzi nie ma pracy. Trzeba się przygotować na kryzys ekonomiczny. On będzie jeszcze nas dotykał nawet jeżeli ustanie już zagrożenie zdrowotne.

Czy mediom lokalnym, małym redakcjom, skoro są – jak Pani zauważyła – tymi najbardziej zagrożonymi nie potrzeba czasem “tarczy antykryzysowej”, żeby nie było tak, że za kilka, kilkanaście miesięcy lub kilka lat wielkie sieciówki ogólnopolskie, które mają mutację w powiatach i należą do kapitału zagranicznego przejmą lokalne poletka medialne albo powstaną nowe media, które będą np. amatorskie i nie będą przestrzegały jakichkolwiek norm dziennikarskich. Czy media się popsują, gdy redakcje niezależne od władzy lokalnej i wielkich koncernów międzynarodowych padną? Może potrzeba im pomocy?

Absolutnie się z Panem zgadzam. Myślę, że tutaj jest ogromna rola takich organizacji jak Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, ale i Izby Wydawców Prasy czy wszelkich innych podmiotów, które będą apelować, by wesprzeć potężny sektor mediów lokalnych, regionalne. Myśmy już przegapili w pewnym momencie sprawę prasy regionalnej, kiedy została prawie w całości przejęta przez niemiecki koncern Polska Press. Jest to spółka, która jest wydawcą tylko na terenie Polski, w całości jest własnością niemieckiego koncernu Passauer. Widzimy dobrze, jak to się źle skończyło dla prasy. Gazety nie odgrywają takiej roli jak powinny – w tych miejscach, gdzie są wydawane, stały się słabszym tabloidem z bardzo niewielką możliwością oddziaływania na społeczność lokalną, w której funkcjonują. 3/4 tych gazet to strony składane centralnie, jednakowe dla wszystkich, z niewielką w tym momencie mutacją, niewiele różniące się treścią jednego regionu od drugiego, z niewielką analizą tego, co dzieje się istotnego w regionach. Źle się stało, że doszło do aż takiej centralizacji. Prasa lokalna, powiatowa w tym mniejszych miejscowościach, kiedy ona sobie poradziła i jest różnorodna i jest w rękach podmiotów oddanych pracy dziennikarskiej, to ogromna wartość, bo przeciwstawia się ujednoliconej prasie regionalnej – zupełnie inne myślenie, niezależne podmioty, choć wcale nie jest im lekko w dzisiejszej rzeczywistości. Przynosiły tak niewielkie zyski, że były poza zainteresowaniem dużych koncernów i to się okazało ich siłą. To jest naszym ogromnym zadaniem, by obronić ich niezależność, choć one są różne, na różnym poziomie, ale w różnorodności jest siła. Zgadzam się z Panem, że potrzebne są takie nadzwyczajne działania, narzędzia, którymi można by wesprzeć tego typu media, żeby one sobie w tej rzeczywistości poradziły. Bez tego wsparcia za duże ryzyko, że rynek zweryfikuje to wszystko pozytywnie. Z czego i jak mają czerpać takie media dochody, gdy są obciążone takim samym ZUS-em jak zwykła fabryka gwoździ, takim samym podatkiem dochodowym itd? Na pewno są to bardzo potrzebne działania i trzeba będzie szukać tej możliwości. Pewne rzeczy zostały zaproponowane np. przez Izbę Wydawców Prasy w liście specjalnym do premiera Morawieckiego – już to zostało wysłane, by zmniejszyć podatek, którym jest obciążana dystrybucja prasy, czy choćby zawiesić niektóre płatności. Wiadomo, że jest jeszcze na to za wcześnie, żebyśmy już oczekiwali ekstra rozwiązań dla naszej branży. Wiadomo, że ona będzie trochę w drugiej kolejności po tym, co dzieje się wokół nas. Trzeba sobie to uświadamiać i głośno upominać się o pomoc dla branży medialnej.

Powiedziała Pani na samym początku, że “przyjdzie czas, że wszystko to, co dzieje się w związku z koronawirusem, działania rządu i służb będzie przedmiotem analiz”. Chciałbym zapytać o rolę mediów w czasach koronawirusa. Z jednej strony media powinny być “czwartą władzą” i powinny patrzeć na ręce władzy – taka jest ich ważna funkcja. Czy w takim długotrwałym czasie “pełzającego kryzysu”, kiedy nie spadają nam co prawda bomby na głowę, ale jest to niezaprzeczalnie sytuacja kryzysowa – czy media (ogólnopolskie, regionalne, jak i lokalne) powinny skupić się wyłącznie na opisywaniu i informowaniu o tym, co jest naprawdę istotne w związku z koronawirusem, a zostawić na później patrzenie na ręce i analizowanie, czy w jakichś proporcjach (jakich) to łączyć? Może się okazać, że jeżeli będziemy tylko informować o “bieżączce” bez starania się o spełnianie funkcji “czwartej władzy”, może się okazać, że kryzys potrwa miesiącami i przyzwyczaimy się do odkładania wszystkiego na później i w końcu odłożymy to na nigdy.

Nie mam wątpliwości, że media są od patrzenia na ręce władzy, politykom i tym, którzy wydają pieniądze publiczne i od opisywania tej rzeczywistości. Nie możemy wyjść z tej roli i zapominać tego po co tak naprawdę są media. W świecie, w którym żyjemy musimy zdawać sobie sprawę, że media odgrywają wręcz fundamentalną rolę, ponieważ nie ma dziedziny życia, w której media nie pełnią jakiejś roli. Wszyscy korzystamy z mediów, korzystamy z internetu, portali internetowych, mediów społecznościowych, komunikujemy się z innymi w ten sposób, więc siłą rzeczy jesteśmy w przestrzeni oddziaływania mediów. Media używają sztucznej inteligencji do tego, aby nam dobierać odpowiednią reklamę. Ta rzeczywistość jest coraz bardziej skomplikowana, więc ma to wszystko znaczenie, co jest publikowane. Musimy jasno sobie uświadomić, iż na mediach spoczywa ogromna odpowiedzialność! Pomyłka, która była nie do zauważenia czy łatwa do sprostowania w styczniu, dzisiaj może wywrócić wszystko do góry nogami i najprostszy wpis na Twitterze, który zawiera to swoje 400 czy ileś znaków, zrobiony ręką znanego dziennikarza może spowodować ogromne skutki, których kiedyś nigdy by nie spowodował. Wystarczy, że ktoś sobie rzuci hasło: “uważajcie, bo jutro nie wypłacicie swoich pieniędzy z banku”, a ludzie masowo mogą ruszyć do bankomatów po swoje oszczędności i może się okazać, że przez ten ruch spowodujemy jeszcze większy kryzys gospodarczy niż dzisiejszy. Nie chcę powiedzieć, że media mają samodzielnie kreować jakąś rzeczywistość i bać się swobody wypowiedzi, ale odpowiedzialność za słowa naprawdę ma znaczenie. Jest taki projekt, którym zajmuje się m.in. Polska Agencja Prasowa – #Fake Hunter, gdzie szuka się fake’owych informacji i weryfikuje to, co jest podawane w sieci. Liczba tych informacji, które są niesprawdzone, nieprawdziwe, czy manipulacyjne, gdy podaje się część prawdy, a drugą część zupełnie pomija, jest spora i widać to jak bardzo sieć jest zalana tego typu informacjami, więc my jako media też w tym uczestniczymy. Pewnie nieraz bezwiednie, powielając czyjeś nieprawdziwe, niesprawdzone informacje. Politycy też sobie sporo na tym polu pozwalają, więc na pewno jest to czas trudniejszy do tego, żebyśmy jednoznacznie natychmiast krytykowali wszystko, co tylko nas niepokoi. Trzeba brać pod uwagę to, co nazywamy “społeczną odpowiedzialnością za każde opublikowane słowo”, ale to naprawdę nie musi oznaczać żadnej taryfy ulgowej dla rządzących, którzy dzisiaj może mają ochotę mieć tylko wszystko wypowiadane jednym dobrym głosem. Trzeba doceniać wysiłki rządzących, które służą ochronie naszego bezpieczeństwa, ale z drugiej strony krytycyzm, który w nas jest, zawsze jest na miejscu. Mamy prawo zadawać pytania i niech te wątpliwości ktoś rozwieje. Zawsze to jest lepsze, gdy w przestrzeni publicznej pewne sprawy pojawią się, zostaną przedyskutowane i nawet szybko zweryfikowane i potwierdzi się, że coś ma rzeczywiście miejsce, było uzasadnione, nie trzeba się tego obawiać, nie ma w tym nic złego.

Dziękuję za rozmowę.

redakcja@zawiercianskie.pl

Spisał: Kamil Pietrzyk

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Secured By miniOrange