zawiercianskie.pl

Twoje źródło informacji z Zawiercia, powiatu i regionu

Aktualności

Zawiercianin Radosław Gołkowski ukończył europejskiego Ironmana. Przepłynął 3,8 km, przejechał na rowerze 184 km i przebiegł 42 km

Radosław Gołkowski, zawiercianin i działacz Stowarzyszenia Zawierciańska Inicjatywa Narodowa wziął udział w europejskiej edycji Ironmana. Ironman to zawody triatlonowe organizowane przez World Triathlon Corporation.

Oto, co napisał Radosław Gołkowski w mediach społecznościowych po ukończeniu Mainova IRONMAN Europejskich Mistrzostw we Frankfurcie:

Wczoraj dowiedziałem się dlaczego żelazo wykuwa się w ogniu.
Wiedziałem że dystans Ironman nie jest igraszką, ale żeby się o tym przekonać musiałem doświadczyć tego na własnej skórze, po kilku latach treningów i dążenia do tego momentu…
Pływanie 3,8kilometrów
Jest 6:45 rano, temperatura ponoć 15 stopni której wcale nie odczuwam… zbyt wiele myśli tłoczy się w mojej głowie, to jest ten moment na który czekałem, moment próby, chwila prawdy.
W tle rozlega się mechaniczny i bezlitosny dźwięk odliczania który coraz bardziej zbliża mnie do spotkania z przeznaczeniem, czy dam radę? A może coś pójdzie nie tak? Jedyne wyjście to przekonać się na własnej skórze!
W końcu nadchodzi moment wejścia do wody, jest ciepła i przyjemna niczym w basenie, płynę spokojnie bo wiem że przede mną kilkanaście godzin wysiłku, staram się nie myśleć o całym dystansie i nie przejmować.
Po około 800metrach i nawrocie dość ciężko jest nawigować gdyż wschodzące słońce świeci prosto w oczy, jednak jezioro jest spokojne i brak fal mocno pomaga utrzymaniu odpowiedniego kierunku. Równym tempem bez pośpiechu i zmęczenia w końcu wychodzę z wody i biegnę do strefy zmian.
Rower 184kilometrów
Trasa rowerowa we Frankfurcie ma dość dużo wzniesień i nie należy do łatwych, ale od samego początku staram się tym nie przejmować, słońce zaczyna wstawać i jedzie się super. Niestety od samego początku boli mnie biodro które pobolewa od kilku dni… Wzniesienia które miały być ciężkie pokonuje jednak na luzie bez większych problemów i pierwszą pętlę mierzącą ponad 92km kończę ze średnią prędkością ok 29km/h.
Czuje jednak że po 3 godzinach w szczerym słońcu jestem delikatnie przegrzany, jest ponad 30stopni a większość trasy prowadzi przez odsłonięte rolnicze tereny.
Narastający upał i ból w biodrze powodują spadek średniej prędkości do około 25km/h, podjazdy które wcześniej wydawały się krótkie stały się teraz dłuższe i bardziej strome, a droga zaczyna się wydłużać…
Czuję że coś jest nie tak, ale w głowie zaczynam sobie jak mantrę powtarzać słowa: “ŻELAZO NIE KLĘKA! ŻELAZO NIE KLĘKA!”
Droga zaczyna się dłużyć, ale wiem jedno: muszę zrobić swoje, muszę po prostu skończyć ten rower a na końcu Maraton – tym będę martwił się później.
Staram się regularnie odżywiać i nawadniać ale na ciele czuję dreszcze, to oznacza jedno: przegrzanie organizmu, to normalne przy tylu godzinach w słońcu ale co będzie później?
W końcu wjeżdżam do miasta, już tylko kilka kilometrów i ostatnia dyscyplina w Triathlonie….
Bieganie 42kilometry
Panuje straszny upał i duchota. Wiem że to będzie najtrudniejszy maraton w mojej karierze, poprzedzony prawie 4 kilometrami pływania i ponad 180 kilometrami jazdy na rowerze w upale.
Na dzień dobry rozładowuj mi się zegarek i tracę poczucie czasu i tempa choć ono i tak nie należy do najlepszych ale nie to jest dziś ważne… Najważniejsze jest przekroczenie linii mety i spełnienie marzeń o tytule Ironman, o którym tak marzyłem od czasu ostatniej operacji kolana.
Na pierwszym okrążeniu zabieram opaskę która ma przypominać o liczbie przebiegniętych pętli, z każdym kilometrem biegnie się coraz ciężej, dystans maratoński dzielę w głowie na cztery okrążenia/opaski dzięki czemu cały dystans nie wydaje się być taki przerażający.
Po drugim okrążeniu wiem że jestem coraz bliżej celu ale tempo jednak spada.
Trzeba się z tym liczyć, bardzo wymagająca trasa kolarska i okropny upał nie jest dziś sprzymierzeńcem… na trasie spotkałem 2 zawodników którzy prawdopodobnie doznali udaru, co jakiś czas słychać karetki które jeżdżą na sygnale, Ironman to nie żarty…
Po trzecim wymęczonym okrążeniu które spędzało mi sen z powiek zostało już tylko ostatnie które prowadziło do mety…
Nagle wszystkie troski które towarzyszyły mi dotychczas minęły niczym zły sen, przypomniałem sobie po co tu jestem, jestem tu bo kocham to co robię, uwielbiam wysiłek, tą atmosferę i tych wszystkich ludzi szalonych tak samo jak ja!
Czwarte okrążenie to już nie męczarnia, ale celebracja.
Zaczynam bić brawo i dziękować wolontariuszom, którzy pomagali przez wiele godzin przetrwać w ogromnym upale.
Z jednym pije “bruderszafta” izotonikiem, innym razem bije brawo kilkudziesięciu wolontariuszom i kłaniam się w ich stronę za co dostaje gromkie brawa od nich wszystkich.
To dzień na który czekałem tyle lat, zamierzam go celebrować, nie ważny jest czas! Ważne że marzenia które motywowały mnie po trzech operacjach kolana dziś stają się rzeczywistością!
Dziękuję wszystkim napotkanym po drodze wolontariuszom i pozdrawiam ich oraz zamieniam kilka słów z innymi zawodnikami.
W końcu zmęczony ale szczęśliwy wbiegam na linię mety przy ogromnych oklaskach publiczności rozwijam nad sobą flagę Polski a w tle rozlega się dźwięk: “YOU ARE AN IRONMAN!”
Ogromne podziękowania wszystkim tym którzy ze mną byli przez ten cały czas, trzymali kciuki i wspierali mnie a także Michał Leśniak za pomoc w przygotowaniach.

PK
redakcja@zawiercianskie.pl

Zdjęcie: Mainova IRONMAN Europejskie Mistrzostwa we Frankfurcie

4 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.