zawiercianskie.pl

Twoje źródło informacji z Zawiercia, powiatu i regionu

Aktualności

Ślub w czasie pandemii: “Ceremonia w maseczkach, jedynie na przysięgę można je było zdjąć na chwilę – chyba żebym wiedziała kogo biorę za męża”

Najpierw było ograniczenie zgromadzeń do 50 osób, później do 5, teraz jest uzależnione od metrażu obiektu, a lokale oferują posiłki tylko na wynos lub dowóz. Jak w takich okolicznościach zorganizować ślub i (choćby w małym gronie) wesele? Przeczytajcie historie 3 osób z powiatu zawierciańskiego, które – w naszym regionie lub poza nim – zawarły związek małżeński w kwietniu. Niektóre imiona zostały zmienione.

Jak mówi Wiktoria, której ślub odbył się w drugiej połowie kwietnia, tylko przez chwilę myślała wraz z przyszłym mężem o zmianie terminu ślubu, gdy wprowadzono stan epidemii.

Nasz ślub nie był planowany z wyprzedzeniem kilku letnim jak to zwykle bywa. W styczniu ustaliliśmy termin na 25 kwietnia. Wtedy nie było jeszcze koronawirusa u nas w kraju. Miało być skromnie. Ślub kościelny ma 25 osób (najbliższa rodzina) po ceremonii miało odbyć się przyjęcie – nie wesele. Koronawirus zastał nas na etapie gdzie w zasadzie wszystko było ustalone i zorganizowane. Tak przeszło nam to przez myśl, lecz od początku stwierdziliśmy ze poczekamy i zobaczymy jak sytuacja się rozwinie. W związku z tym, ze sytuacja w naszym kraju wyglądała stosunkowo dobrze (nie to co we Włoszech np.) stwierdziliśmy ze chcemy ślub mimo wszystko. „Miłość przezwycięży wszystko” jak to się mówi – opowiada Wiktoria.

Tuż przed jej ślubem zwiększono dopuszczalną liczbę osób, która mogła przebywać w kościele.

Ceremonia była piękna, kilka dni przed naszym ślubem zmieniły się wytyczne i mogło przebywać więcej niż 5 os w kościele. W naszej parafii było to 90 osób. U nas byli najbliżsi, przyszli goście których się nawet nie spodziewaliśmy (taka miła niespodzianka). Było wiec wszystko co potrzeba, obrączki, suknia, garnitur, najbliżsi. Po ceremonii najbliższym podziękowaliśmy, każdy dostał od nas drobiazg w ramach podziękowań. I obiecaliśmy zrobić przyjęcie jak wszystko się uspokoi. My z mężem zrobiliśmy sobie nawet sesje obok kościoła i wróciliśmy do domu. Zapadnie nam w pamięć cały ślub, cała ceremonia była piękna i jak to Ksiądz powiedział wyjątkowa. Gdybym miała drugi raz podjąć decyzje z mężem to niczego bym nie zmieniła – mówi Wiktoria.

Również nad przełożeniem ślubu zastanawiała się Karolina, która ślub wzięła w połowie kwietnia.

Byliśmy miesiąc przed ślubem. W zasadzie wszystko było już gotowe, zarówno jeśli chodzi o sam ślub jak i wesele. Zmiany wprowadzaliśmy stopniowo – odpowiednio do kolejno wprowadzanych obostrzeń. Na początku zrezygnowaliśmy z wesela (przełożyliśmy je na październik), potem z oprawy liturgicznej, na koniec z obecności świadków – byli tylko rodzice i oni byli świadkami. Myśleliśmy o przełożeniu na czerwiec, jednak ostatecznie istota i wartość sakramentu oraz dobre rady bliskich sprawiły, że tego nie zrobiliśmy, z czego się bardzo cieszymy. Nie chcieliśmy przekładać ślubu na nie wiadomo kiedy, sytuacja była dynamiczna i nie chcieliśmy od niej uzależniać tak ważną decyzję jaką jest ślub – wspomina Karolina.

Jak podkreśla, dzięki nowoczesnej technologii, ślub zobaczyło więcej osób, niż mogło być wówczas w świątyni.

Mieliśmy transmisję, którą zrobiliśmy wraz z księdzem posługującym w parafii. Rodzice był świadkami. Oprócz tego było 2 księży. Tata męża robił zdjęcia. Przed Kościołem czekali na nas niektórzy z naszych bliskich. Oczywiście w maskach i w odpowiednich odległościach. Chyba najbardziej świadomość, iż mimo przerażającej pustki w Kościele, siedzieliśmy, że nie jesteśmy sami. Przez tą sytuację tak naprawdę jeszcze bardziej wybrzmiała dobroć i życzliwość naszych Bliskich. My zaś nie musieliśmy za bardzo stresować się organizacyjnymi sprawami i byliśmy bardzo spokojni i po prostu radośni. Odkryliśmy ogromną siłę takiej prostej skromnej ceremonii – mówi Karolina.

Z uśmiechem swoją historię opowiada Barbara – ślub miała pod koniec kwietnia.

Ceremonia w maseczkach, jedynie na przysięgę można je było zdjąć na chwilę – chyba żebym wiedziała kogo biorę za męża – śmieje się Barbara i wspomina – Co do ślubu to problemem było to 5 osób, bo nie mieliśmy jak zmieścić rodziców, rodzeństwa przyszłego męża. Jak to się zmieniło to już było fajnie. Z fotografem dopiero po świętach Wielkanocnych można było coś ustalić. Wszystkie technicznie sprawy były na 2 tygodnie, a nawet i w ostatnim tygodniu. Na szczęście informację o koronawirusie dopadły nas zanim zapłaciliśmy drugą kwotę na salę, tu mamy problem i kaucja nam przepadnie najprawdopodobniej.

Jak mówi młoda mężatka, wraz z mężem planują większą uroczystość na 1. rocznicę ślubu, o ile pozwolą na to warunki.

Jest pomysł, żeby w rocznicę, świętować coś więcej ale nie przyjmujemy tego jako pewniak. A ślub i cała uroczystość była niesamowita – mam wrażenie, że lepiej bym tego sobie nie wymarzyła.  9/10 osób była zaskoczona cała oprawą, a ta ostatnia nie wiedziała co się dzieje – mówi Barbara.

A Wy jakie macie doświadczenia ze ślubem w czasie pandemii? Może dopiero planujecie zawarcie małżeństwa? Napiszcie w komentarzu.

Zdjęcie: flickr.com

PK
redakcja@zawiercianskie.pl

1 KOMENTARZ

  1. To wszystko to takie udawanie i robienie z ludzi głupców. Byłam wczoraj na rynku w Żarkach. Tłumy ludzi ocierających się jeden o drugiego , zdarzali się bez masek. Odstępy dosłownie centymetrowe. Jednym zakazują np. grillować ze znajomymi co mieszkają obok siebie a takie targowiska istna wolna amerykanka. Po co te maski na ślubie jak można się było zarazić w czasie kilku minut przysięgi bez masek ? Śmieszne to wszystko jest.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.