zawiercianskie.pl

Twoje źródło informacji z Zawiercia, powiatu i regionu

Aktualności

Płk Waldemar Wojtan w SP1 w Zawierciu [WYWIAD]

16 maja Szkołę Podstawową nr 1 im. Tadeusza Kościuszki w Zawierciu odwiedził sekretarz generalny Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych, wiceprezes Stowarzyszenia Kombatantów Misji Pokojowych ONZ Pan płk w st. spocz. Waldemar Wojtan. Spotkanie odbyło się w ramach programu Szkoła Stowarzyszona UNESCO.

Pan pułkownik już po raz drugi zagościł w naszej szkole, by opowiedzieć o swoim życiu, stowarzyszeniu i misjach pokojowych, w których uczestniczył. Szkoła z tej okazji zorganizowała specjalne zajęcia przeprowadzone przez gościa honorowego oraz konkurs z wiedzy o misjach pokojowych zawartej w prezentacji, jaką Pan Waldemar przedstawił. Oprócz tego uczniowie mogli zobaczyć i dotknąć wiele przedmiotów związanych ze służbą na misjach w tym ryngrafy, medale i odznaczenia, części umundurowania i wyposażenia żołnierzy oraz inne pamiątki, które Pan pułkownik przywiózł ze sobą. Spotkanie było organizowane przez Dominikę Śliwę, szkolna koordynatorkę programu Szkoła Stowarzyszona UNESCO, do którego należy SP1 z okazji zbliżającego się Międzynarodowego Dnia Uczestników Misji Pokojowych ONZ. Pan Waldemar zgodził się na przeprowadzenie wywiadu, odpowiadając w interesujący sposób na każde z zadanych pytań – czytamy w informacji SP1.

Jeden z uczniów przy okazji spotkania przeprowadził wywiad z pułkownikiem:

Jest Pan wiceprezesem Stowarzyszenia Kombatantów Misji Pokojowych ONZ. Czy mógłby Pan przybliżyć nam, jakie cele ma stowarzyszenie?

Główne cele stowarzyszenia można byłoby podzielić na kilka zasadniczych grup. Pierwszą jest integracja środowiska weteranów, umacnianie koleżeńskich więzi i wzajemnego szacunku, stymulowanie aktywności w życiu społecznym oraz ochrona czci, honoru i ich godności. Drugą są działanie na rzecz poprawy warunków socjalno-bytowych weteranów i ich rodzin oraz udzielanie pomocy uczestnikom misji znajdującym się w trudnych warunkach. Bowiem nikt nie wraca z misji taki sam. Uczestnicy misji czasem zapadają na choroby nie tylko tropikalne, ma to związek ze skrajnie trudnymi warunkami sanitarno-epidemiologicznych i klimatycznych, w których musimy służyć, ale przede wszystkim mam na myśli tak zwany zespół stresu pourazowego, w skrócie PTSD. Wielu z tych, którzy służyli na misjach, mniej odporni psychicznie, na widok ofiar wojen popada w traumy. Przez wiele lat było to nie rozpoznawalne, teraz jednak lekarze i psychologowie zajmują się leczeniem tego typu schorzeń. Stowarzyszenie pomaga weteranom misji, bo uczestnikami nie byli tylko oficerowie, tacy jak ja, ale na misje jechali również żołnierze z poboru. Teraz wielu z nich to emeryci lub renciści ze świadczeniem minimalnym, zdarza się, że weteranom nie starcza środków na leczenie. Wtedy chorzy zwracają się do takich organizacji jak nasza o wsparcie finansowe.

Kolejny cel naszej działalności to reprezentowanie i ochrona interesów tej grupy społecznej wobec władz państwowych, administracyjnych i samorządowych oraz innych podmiotów. Za poprzednich kadencji Sejmu RP nie było takiego posiedzenia Komisji Obrony Narodowej, na którym by zabrakło reprezentanta naszego stowarzyszenia.

Staramy się kultywować tradycje oręża polskiego, propagować wśród społeczeństwa, a zwłaszcza młodzieży patriotyzm i postawy pro obronne. Oprócz tego staramy się odwiedzać szkoły, wprowadzać wychowanie patriotyczne, wyjaśniać społeczeństwu znaczenie i rolę Organizacji Narodów Zjednoczonych i innych organizacji międzynarodowych w zapewnieniu pokoju i bezpieczeństwa, wygaszaniu konfliktów na świecie oraz budowie wzajemnego zaufania i współpracy, tłumaczymy społeczeństwu, że powinniśmy wysyłać żołnierzy na misje, że jest to niezbędne. Oprócz tego pomagamy uczniom klas mundurowych, studentom, którzy piszą prace licencjackie, magisterskie lub prowadzą badania naukowe.

Stowarzyszenie ma szlachetne cele, pomagając uczestnikom misji, jak i uczącym się. Z pewnością dla zachowania pamięci o misjach, ludziach, jacy brali w nich udział organizowane są różnego rodzaju projekty. Mógłby Pan przedstawić jeszcze, w jakich ogólnopolskich projektach bierze udział stowarzyszenie?

Staramy się przede wszystkim pamiętać o tych, którzy zginęli podczas służby na różnych misji. W rocznicę śmierci każdego żołnierza składamy symboliczne kwiaty i zapalamy znicz przy Ścianie Pamięci w Centrum Weterana, gdzie są nazwiska wszystkich, którzy polegli na misjach. Poza tym na cmentarzach, gdzie spoczywają weterani i ci, którzy zginęli na misjach, za zgodą rodziny, na grobach umieszczamy ceramiczne logo. Jesteśmy również współorganizatorami ogólnopolskiego konkursu „Bohaterowie są wśród nas”. Konkurs ten został ogłoszony w ubiegłym roku, w grudniu. Do maja napłynęło ponad 200 prac ze szkół z całej Polski oraz kilka ze szkół polonijnych, znajdujących się poza granicami naszego kraju. Organizowaliśmy ten konkurs wspólnie ze Związkiem Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych pod honorowym patronatem Szefa Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Pana Jana Józefa Kasprzyka i wiceprezydenta Światowej Federacji Weteranów Pana gen. dr Stanisława Woźniaka. Podsumowując: staramy się upamiętniać i pomagać.

29 maja obchodzimy Międzynarodowy Dzień Uczestników Misji Pokojowych ONZ, Dzień Weterana, jakie macie Państwo plany na bieżący rok?

Dzień Weterana obchodzimy od momentu, kiedy weszła w życie ustawa o weteranach działań poza granicami państwa. Do tej pory zawsze organizowaliśmy centralne obchody Międzynarodowego Dnia Uczestników Misji Pokojowych ONZ w Warszawie. Minister Obrony Narodowej podjął decyzje, żeby centralne obchody tego święta będą organizowane w różnych miastach, w tym roku uroczystości odbędą się w Kielcach. Wiadomi, iż minister nie wszystkich weteranów zaprosi do Kielc, więc Stowarzyszenie organizuje uroczystości praktycznie we wszystkich większych garnizonach, tam gdzie mamy koła terenowe. W Warszawie mamy dwa pomniki upamiętniające tych, którzy zginęli na misjach. Z pewnością 29 maja będziemy składać tam wieńce. Zawsze staramy się, aby w przeddzień organizowana była konferencja naukowa, w tym roku organizujemy ją na Uniwersytecie Warszawskim wspólnie z Warszawskim Instytutem Badań nad Pokojem.

Jestem bardzo ciekawy jak zaczęła się Pańska przygoda z misjami?

Któregoś lutowego dnia 1985 roku wezwał mnie dowódca jednostki, zapytał, „co byś powiedział, gdybym wysłał cię na misje?”. Odpowiedziałem, że muszę się zastanowić, przemyśleć tę sprawę. Usłyszałem od niego: „no to siadaj”, zaledwie pięć minut później zapytał czy zdążyłem się już zastanowić? Odparłem, że muszę skonsultować to z rodziną. Dowódca zakończył: „masz tydzień czasu, bo w niedziele wyjeżdżasz”.

Jak zniosła to Pańska rodzina? Udział w misjach jest przecież powiązany z długą, nawet kilkumiesięczną rozłąką.

Moje córki z pewnością źle to przeżywały. Rozłąka jest to cena, którą się płaci za służbę na misjach, tak to jest w życiu, że nie ma nic za darmo, jeśli się człowiek na coś zdecyduje. Jest to ciemna strona misji.

A ile lat Pan działał na rzecz misji?

W sumie około sześciu lat. Byłem prawie trzy lata na Bliskim Wschodzie w Libanie i Syrii, potem prawie rok czasu w Namibii i dwa lata w Afganistanie.

Która z tych misji zapadła Panu najbardziej w pamięć i dlaczego?

Każda misja jest inna od poprzednich. Na każdej się kogoś poznaje i rodzą się przyjaźnie. Myślę, że najsympatyczniejszy był wyjazd do Namibii. Pojechałem tam raz jeszcze po latach, żeby zobaczyć te miejsca, w których pełniłem służbę. Zabrałem tam moją rodzinę. Warto dodać, że bardzo miło nas tam wspominają. Wielokrotnie byłem zatrzymywany, pytany: „co ty tu robisz, w jakim celu przyjechałeś?”. Mówiłem, że pragnę zobaczyć miejsca mojej służby. Wtedy pojawiło się kolejne pytanie: „byłeś tutaj na misji ONZ?”. Od tego momentu jeszcze sympatyczniej nas traktowano. Misja w Namibii była udana od początku do końca, przyniosła zamierzone efekty i ludzie bardzo dobrze ją wspominają. Natomiast każda misja ma swoją specyfikę. Służyło się w różnych warunkach, najtrudniejsza była misja UNGOMAP w Afganistanie. Przypadło nam być tam w najbardziej gorącym czasie, w latach 1988-1990 nadzorowaliśmy wycofywanie Rosjan z Afganistanu.

Czy został Pan wtedy zmuszony do użycia broni?

Na żadnej z misji nie byłem uzbrojony. Moją ochroną stanowiła kamizelka kuloodporna i niebieski beret. Nawet mogę powiedzieć, że nigdy nie miałem na wyposażeniu błękitnego hełmu.

A doznał Pan jakiegoś uszczerbku na zdrowiu?

Podczas misji w Afganistanie i Syrii kilkakrotnie strzelano w pobliżu miejsca, gdzie przebywałem. Mam nadzieje że nie do mnie, ale aby mnie przestraszyć. Na szczęście nigdy nie zostałem zraniony.

Poznał Pan kogoś na misjach, z kim w dalszym ciągu utrzymuje Pan kontakt? Mam na myśli ludzi z krajów, w których pełnił Pan misje?

Raczej nie. Może tylko z misji afgańskiej utrzymuje sporadyczny kontakt z kilkoma Pakistańczykami. W kontaktach z ludnością miejscową podstawową trudność stanowi bariera językowa.

Czy misje wpłynęły w znaczny sposób na Pańskie życie?

Na pewno, jak już wspominałem, człowiek, który jedzie na misje nigdy nie wraca taki sam, nawet jeśli nie posługuje się bronią, to patrzenie na ogrom ofiar, zniszczeń i nieszczęść odbija się na naszej osobowości i nie wszyscy umiemy sobie z tym poradzić. Nie jest prostą rzeczą prowadzić dochodzenie, gdy ostrzelane zostały szkoła lub szpital. W czasie dochodzenia trzeba wszystkie dowody opisać i sfotografować, przykładowo dzieci, które zostały ranne, trzeba też iść do kostnicy, zrobić zdjęcia ofiarom, które nie miały szczęścia przeżyć, a to nie jest proste.

Doświadczył Pan wiele, zarówno dobrego, jak i złego podczas misji. Musiał Pan oglądać tyle nieszczęścia. Żałuje Pan swojej decyzji odnośnie udziału w misjach?

Nie, nie żałuję. Uważam, że jest to nasz wkład w pokój na świecie i nie ma, czego żałować. Podjąłem się służby na misjach, dokonałem wyboru. Nie ma, co żałować podjętych decyzji. Zawsze trzeba żyć tak, żeby rano przy goleniu móc sobie spojrzeć w oczy.

Chciałbym zapytać Pana jeszcze o współpracę z naszą placówką. Jest to drugi raz, kiedy odwiedza Pan naszych uczniów. Jak ocenia Pan współpracę z nami?

Muszę powiedzieć, że trafiłem do tej placówki przez duży przypadek. Zaprosił mnie jeden z uczniów poprzez naszą stronę internetową. Zapytał mnie, czy nie mógłbym przyjechać? Zawsze chętnie odwiedzam szkoły, które mnie zapraszają. Tak zaczęła się moja przygoda z waszą szkołą. Mam nadzieję, że będzie trwać dopóki starczy mi sił. Warto wspomnieć, że jeżdżę w różne, często nietypowe miejsca. Nie unikam spotkań. Byłem kiedyś w zakładzie karnym. Prowadziłem podobne spotkanie z osadzonymi. Byli bardzo zainteresowani tematyką, zadawali mnóstwo pytań.

Na koniec chciałbym Panu podziękować za poświęcony czas. Życzę Panu sukcesów zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym, osiągnięcia wszystkich celów, do jakich dąży Pan oraz stowarzyszenie.

Autor wywiadu Bartosz Pałęga, klasa 3e.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany.